Kiedy kończy się czyjś świat. O empatii, która nigdy nie staje się rutyną
Największy mit o naszej pracy? Bardzo często powielany… Że z czasem można przyzwyczaić się do czyjegoś bólu.
Wiele osób uważa, że po latach pracy w zakładzie pogrzebowym człowiek przestaje czuć. Że z czasem wszystko staje się rutyną. Nic bardziej mylnego. Nie da się przyzwyczaić do łez matki. Do drżącego głosu męża, który po kilkudziesięciu wspólnych latach musi powiedzieć ostatnie „do widzenia”. Do dzieci, które pytają, dlaczego tata już nie wróci. Nie da się przyzwyczaić do ciszy, która zapada po słowach: „Już go z nami nie ma…”
Z biegiem lat uczymy się jednego, być silni nie dla siebie, lecz dla tych, którzy w tamtej chwili nie mają już siły. Bo kiedy kończy się czyjś świat, ktoś musi zachować spokój i przeprowadzić drugiego człowieka przez najtrudniejsze chwile z empatią, szacunkiem i zrozumieniem. Jesteśmy z bliskimi osób które odeszły nie tylko przed i w czasie ceremoni pożegnania… jesteśmy także po… każdy może zadzwonić, napisać, porozmawiać i każda historia jest dla nas ważna, bo dla nas liczy się człowiek.
Jeśli straciłeś kogoś bliskiego… nie pozwól nikomu powiedzieć, że powinieneś już przestać płakać. Nie ma kalendarza żałoby. Nie ma dnia, w którym nagle przestaje boleć. Są chwile, kiedy uśmiechasz się na wspomnienie. I takie, kiedy jedno zdjęcie, zapach czy melodia sprawiają, że łzy znów płyną. I to jest w porządku.
A dopóki pamiętamy, dopóty ci, których kochaliśmy, w pewien sposób wciąż są obecni.
Feniks Mariola Knap Piotrowska

